Bilety lotnicze

 
 
 
Pasażerowie (max 9 osób)
Wyszukiwanie zaawansowane »

Dowiedz się więcej o ...

Asseco Resovia Blog

Asseco Resovia Rzeszów - informacje, nowości, nowinki

Właściciel:agan

Siatkówka zdobywa wciąż nowe rzesze sympatyków w całym kraju. Tu dowiecie się, co słychać u jednej z najbardziej utytułowanych polskich drużyn - Asseco Resovii Rzeszów.

Mistrzem Polski jest Sovia!!!

To, co niektórym wydawało się niemożliwe, w niedzielę 22 kwietnia stało się faktem! To właśnie Asseco Resovia Rzeszów przerwała wieloletnią dominację Skry Bełchatów na ligowych parkietach. Niepokonani od siedmiu sezonów bełchatowianie musieli uznać wyższość podopiecznych Andrzeja Kowala. Dla tego szkoleniowca był to pierwszy rok samodzielnej pracy trenerskiej!

Ale po kolei. Finałowa rywalizacja zaczęła się 17 kwietnia na terenie rywali. Rzeszowianom nigdy jeszcze nie udało się tam wygrać. Tymczasem we wtorek pokonali miejscowych 3:1! Niektórzy myśleli, że to tylko szczęśliwy traf. Nic z tych rzeczy. Dzień później Resovia powtórzyła swój wcześniejszy wyczyn. Tak udanego wyjazdu nikt się nie spodziewał. Praktycznie wszyscy zawodnicy z Rzeszowa (nawet największy klubowy optymista Paul Lotman, który rozegrał w Bełchatowie dwa świetne spotkania) przyznawali później, że liczyli na jedną wygraną. Zaskoczeni takim rozwojem wypadków byli także przeciwnicy. Kilku zawodników oraz trener Skry nie mogli się pogodzić z kontrowersyjną decyzją sędziego. Ostre słowa w stronę arbitrów padały zarówno w połowie czwartego seta, kiedy to doszło do spornej sytuacji, jak i po zakończeniu meczu. Dodatkowo po zakończeniu spotkania bełchatowianie przez dłuższy czas okupywali stolik sędziowski.

Po trzech dniach walka przeniosła się do Rzeszowa. W sobotę w całym mieście chłodzono już szampany i szykowano mistrzowską fetę. Takie oczekiwanie trochę przytłoczyło siatkarzy. Skra wygrała w czterech setach i zdołała przedłużyć swoje szanse na obronę tytułu. Pozostawało wielką niewiadomą, jak dalej potoczy się rywalizacja. Czy Skra pójdzie za ciosem i sprawi, że zawodnicy obu zespołów na rozstrzygający mecz pojadą do Bełchatowa? Czy może jednak Resovia wykorzysta drugą i ostatnią szansę, aby zdobyć tytuł przed własną publicznością. Na szczęście dla wszystkich fanów „Pasów” sprawdził się drugi scenariusz. Bohaterem meczu był ten, który już wielokrotnie prowadził drużynę do zwycięstwa – Gyorgy Grozer. – Gdyby nie on, to jestem pewien, że czekałby nas piąty mecz – powiedział Lukas Tichacek. Uwielbiany przez kibiców „Dżordż” był tego dnia niezawodny i zdobywanymi przez siebie punktami doprowadził do eksplozji radości na Podpromiu, a następnie…pożegnał się z sympatykami Sovii. Już wcześniej niemiecki atakujący zdradził, że przenosi się na rok do rosyjskiej Superligi.

Wiadomość o transferze Grozera zasmuciła wszystkich. Niedziela jednak była jednak wielkim świętem. Niektórzy zawodnicy zdobyli swój pierwszy klubowy tytuł mistrzowski (np. Paul Lotman, Grzegorz Kosok, Wojciech Grzyb, Piotr Nowakowski), inni są już pod tym względem starymi wyjadaczami (Lukas Tichacek – ósmy raz, Maciej Dobrowolski – siódmy). Tego dnia wszyscy bez wyjątku cieszyli się równie mocno i nikt nie wydawał się znudzony;) A to, co działo się później na rynku, trzeba było po prostu zobaczyć! Tysiące ludzi przyszło, aby przywitać nowych mistrzów Polski i podziękować im za dostarczone emocje. Tym, którzy nie byli w stanie osobiście dotrzeć na miejsce, pozostają nagrania i zdjęcia zamieszczone w Internecie. Po ich obejrzeniu nikt nie powinien już mieć wątpliwości co do tego, czy Rzeszów odpowiednio świętował odzyskany po 37 latach tytuł:)

Mistrzowie Polski 2011/2012:

Olieg Achrem, Marko Bojić, Maciej Dobrowolski, Adrian Gontariu, Gyorgy Grozer, Wojciech Grzyb, Krzysztof Ignaczak, Grzegorz Kosok, Paul Lotman, Mateusz Mika, Piotr Nowakowski, Łukasz Perłowski, Lukas Tichacek

I trener: Andrzej Kowal II trener: Marcin Ogonowski Statystycy: Sergiusz Ruszel, Michał Mieszko Gogol Trener przygotowania fizycznego: Andrzej Zahorski Fizjoterapeuta: Jacek Rusin Kierownik drużyny: Wojciech Groszek Menadżer drużyny: Tomasz Kozłowski

(27:04:2012 15:22:18)
wejdź

Jest finał, jest Liga Mistrzów!

Miała być walka o złote medale mistrzostw Polski i jest! Rzeszowska drużyna pokonała w czterech meczach ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle i w decydującej batalii przyjdzie jej się zmierzyć ze Skrą Bełchatów.

Odkąd rzeszowianie w 2004 roku awansowali do PlusLigi nie było sezonu, w którym w play-offach nie spotkaliby się z zawodnikami z Kędzierzyna-Koźla. Tak więc i tym razem tradycji musiało stać się zadość. W dotychczasowych siedmiu pojedynkach aż pięciokrotnie lepsza była drużyna z Podkarpacia. W zeszłym sezonie, kiedy – tak jak teraz - stawką był finał, górą byli jednak podopieczni Krzysztofa Stelmacha. Na szczęście tym razem „Pasy” zrewanżowały się rywalom.

W pierwszym z czterech spotkań zespół Andrzeja Kowala nadspodziewanie łatwo pokonał ZAKSĘ w trzech setach. Dzień później gospodarze obudzili się i tym razem to oni wyszli obronną ręką z pojedynku. Rywalizacja przeniosła się do Rzeszowa i tam rozpoczęły się prawdziwe emocje. Wtorkowy pięciosetowy bój wygrała Resovia. W środę kędzierzynianie jeszcze początkowo próbowali walczyć, ale w kolejnych setach popełniali mnóstwo prostych błędów i byli cieniem samych siebie.

Po ostatniej akcji trzeciego seta na Podpromiu nastąpiła eksplozja radości! Trudno się dziwić. Po pierwsze, udało się awansować do upragnionego finału, a po drugie – zagwarantować występ w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. To było jednym z warunków, które przed władzami klubu postawił Georg Grozer. Niemiecki bombardier jednak nie chciał niczego obiecywać. – Na razie skupiam się tylko na finale. Do rozmów na temat przyszłego sezonu zasiądziemy po zakończeniu obecnego – powiedział „Dżordż”, do którego po zakończeniu meczu zgłosili się…policjanci. Atakujący Resovii zwany jest z atomowych ataków i piekielnie szybkich zagrywek. Nic więc dziwnego, że przed prędkością tych ostatnich przestrzegają mundurowi:)

(21:04:2012 18:24:39)
wejdź

Puchar CEV nie dla nas…

Każda wygrana akcja w...
Resoviacy zostawili...

Na drodze do historycznego zwycięstwa Asseco Resovii w europejskich pucharach stanęło Dynamo Moskwa. Klasę rywali doceniano już przed dwumeczem finałowym, ale też podkreślano, że drużyna z Rzeszowa nie jest bez szans w starciu z rosyjskim rywalem. Potwierdziły to wyniki obu spotkań – oba mecze zakończyły się tie-breakami. Niestety, oba na korzyść Dynama.

Pierwsze spotkanie rozgrywane było na Podpromiu. Kibice, jak zwykle, nie zawiedli. Zacięte końcówki oraz cały piąty set śledzili na stojąco, a każdy punkt zdobyty przez „Pasy” nagradzali ogromną wrzawą. Nic dziwnego, że siatkarze z Moskwy wypowiadali się w samych superlatywach o atmosferze podczas meczu. Wysiłek fanów docenili także zawodnicy Resovii. Niesieni dopingiem grali z wielkim poświęceniem i zaangażowaniem. W piątym secie prowadzili już kilkoma punktami i wydawało się, że do stolicy Rosji polecą z zaliczką w postaci zwycięstwa. Niestety, przeciwnicy doprowadzili do remisu 13:13, a potem wygrali dwie kolejne akcje i było po meczu…

Rewanż wyglądał podobnie, a Resovia dzielnie walczyła o doprowadzenie do złotego seta. Niestety, rosyjska drużyna grała bardzo dobrze w obronie, do tego doszło zbyt dużo własnych błędów rzeszowian i po pięciu setach ponownie ze zwycięstwa cieszyli się rywale.

Przed rozpoczęciem rywalizacji w drużynie Dynama zwracano uwagę na Petera Veresa. Węgierski przyjmujący , jak to określili gracze z Rzeszowa, „zrobił swoje”, ale bohaterem finałowych spotkań był bez wątpienia Nikołaj Pawłow. 30-letni atakujący błyszczał nie tylko na skrzydle, ale także mocno dawał się we znaki podopiecznym Andrzeja Kowala, kiedy stawał w polu zagrywki. W tym miejscu dodać trzeba, że przez większość czasu poziomem nie odstawał od niego Gyorgy Grozer, który tradycyjnie był główną armatą Resovii. Niemieckiego siatkarza starali się wspierać pozostali koledzy z drużyny, ale na rozpędzone Dynamo okazało się to za mało.

Dziesięć setów rozegranych w ciągu pięciu dni z bardzo mocnym przeciwnikiem to z pewnością duże zmęczenie, ale i cenna lekcja przed półfinałową walką o mistrzostwo Polski. Oby rzeszowscy zawodnicy wyciągnęli z niej odpowiednie wnioski…

(06:04:2012 10:22:21)
wejdź

Kibice rozpieszczają nową maskotkę Asseco Resovii

WhyNot-ka cieszy się...

1. Jak to jest paradować w stroju WhyNot-ki, bardzo gorąco?

Oj tak, jest naprawdę gorąco. Oprócz ciepłego stroju temperaturę podnoszą emocje, jakie towarzyszą każdemu spotkaniu. Nie ukrywam, że pierwszy mecz był dla mnie wyzwaniem, ponieważ miałam duży problem z chodzeniem po schodach. Bardzo mało widzę, dlatego też miałam kilka „starć” z koszem na śmieci;) Na szczęście obyło się bez upadków.

2. Jak reagują na Ciebie kibice Asseco Resovii?

Dzieci są bardzo otwarte i zafascynowane moją postacią. Biegają za mną, przytulają się, obsypują komplementami, a nawet częstują słodyczami. Starsi również przyjęli mnie bardzo ciepło. Z uśmiechem reagują na moje zaczepki, a niekiedy sami mnie zaczepiają. Zabawne jest też to, że wiele osób ma wątpliwości co do tego czy pod strojem WhyNot-ki kryje się dziewczyna czy chłopak:)

3. Jak podoba Ci się rola maskotki rzeszowskiej drużyny?

Czuję się super w tej roli! Ta praca, poza świetną zabawą, jest dla mnie wielkim przeżyciem. Dzięki niej w czasie meczu mogę nie tylko być na trybunach, lecz również pojawić się na boisku wśród naszych wspaniałych siatkarzy. To naprawdę wielki zaszczyt i wyróżnienie dla kibica.

4. Jak to się stało, że zostałaś WhyNot-ką?

Pewnego poranka z zimowego snu obudził mnie telefon od koleżanki, która oznajmiła że ma dla mnie „coś super” i żebym szybko zaglądnęła na Gadu-Gadu. Przeczytałam ogłoszenie, które brzmiało mniej więcej tak: „Poszukujemy dziewczyny, która wcieli się w rolę maskotki”. Pomyślałam, że to może być coś dla mnie. Coś, co zagwarantuje mi dobrą zabawę i mnóstwo śmiechu. Zadzwoniłam, umówiłam się na rozmowę i przymiarkę stroju. Na szczęście udało mi się wcisnąć w futerko i takim oto sposobem jestem WhyNot-ką:)

5. Czy masz ulubionego zawodnika w drużynie?

Wszyscy zawodnicy są rewelacyjni! Nie chciałabym nikogo faworyzować, gdyż każdy jest bardzo ważną częścią zespołu. Jednak przyznaję, że mam kilku ulubieńców…w końcu WhyNot-ka jest dziewczyną:)

6. Czy masz coś do przekazania kibicom rzeszowskiego zespołu?

Chciałabym bardzo im podziękować za tak miłe i ciepłe przyjęcie oraz batoniki, cukierki i inne smakołyki, którymi mnie częstują. Obawiam się tylko, że jak tak dalej pójdzie, to już wkrótce mogę nie zmieścić się w strój;) Do zobaczenia na kolejnych meczach Asseco Resovii!

(21:03:2012 17:25:40)
wejdź

WhyNot-ka na pokładzie

Wszyscy zaniepokojeni...

Od kilku tygodni podczas meczów rozgrywanych na Podpromiu siatkarzom Resovii towarzyszy nowa kolorowa pluszowa postać. To zajęczyca-stewardessa o imieniu WhyNot-ka. Razem z wilkiem Soviakiem wspierają walczących zawodników drużyny Andrzeja Kowala oraz krążą po hali między kibicami. Wygląd nowej maskotki zespołu z Rzeszowa to zasługa Pani Janiny Stanowskiej, której projekt został wybrany w ramach konkursu zorganizowanego przez firmę WhyNotFly. Zwyciężczyni, której w pracy pomagał mąż, stworzenie wizerunku WhyNot-ki zajęło 8 godzin. Skąd pomysł, aby to była właśnie zajęczyca? Okazuje się, że były dwa powody. Po pierwsze, autorkę zainspirowała rosyjska bajka „Wilk i zając”. Druga sprawa, że zajęcze nogi określa się mianem „skoków”, a obserwując poczynania siatkarzy na boisku, chyba nikogo nie dziwi takie skojarzenie. Pani Janina odlicza dni do rozpoczęcia wycieczki, która była nagrodą za zwycięstwo w konkursie, a my czekamy na rozstrzygnięcie kolejnej, zakończonej wczoraj zabawy zorganizowanej przez WhyNotFly. Tym razem chodziło o stworzenie komiksu, którego bohaterami mają być obie maskotki Resovii. Nagrodą jest karnet na mecze rzeszowskich siatkarzy w sezonie 2012/2013 lub bon na zakupowe szaleństwo w dziale elektronicznym.

Jak zaś radzi sobie podczas meczów WhyNot-ka? Jak przyjęli ją kibice Resovii? O tym przeczytacie już jutro w rozmowie z samą zainteresowaną!

(20:03:2012 19:32:00)
wejdź

Miljkovic i spółka odesłani do domu

W pojedynku Bojic vs...
Rozstrzygający o awansie...

Takie mecze nie zdarzają się zbyt często w sezonie. Z jednej strony stawka – półfinał Pucharu CEV, z drugiej rywal, w szeregach którego występują siatkarze z najwyższej półki – Ivan Miljkovic i Leonel Marshall, a dodatkowo na ławce trenerskiej dobry znajomy polskich zawodników i kibiców Daniel Castellani. Zawodnicy z Rzeszowa zapowiadali, że nie przestraszą się tych znanych graczy i słowa dotrzymali. Adrenaliny dodawał też fakt, że Resovia, po przegranej w Stambule, teraz musiała pokonać Fenerbahce dwukrotnie – w meczu rewanżowym oraz w złotym secie.

Waga pojedynku dawała o sobie znać dwojako. Z jednej strony rzeszowianie wykazywali dużą determinację i koncentrację, z drugiej – czasami w ich poczynania wkradała się nerwowość. Przykładem tej drugiej może być chociażby minięcie się z piłką Wojciecha Grzyba w trzeciej partii. Ten błąd zostanie jednak środkowemu szybko zapomniany ze względu na jego bardzo dobrą postawę w całym spotkaniu (m.in. zanotował kilka asów serwisowych).

Jeśli trzeba by podać receptę na zwycięstwo drużyny Andrzeja Kowala, to decydująca była właśnie zagrywka. Kiedy resoviacy stawali w polu serwisowym, po stronie rywali zaczynało się robić nerwowo. W tureckim zespole punktował oczywiście niezawodny Miljkovic. Z dobrej strony pokazał się także rozgrywający Arslan Eksi, a rzeszowskim przyjmującym życie utrudniał Kemal Kayhan.

Jak zwykle kibice byli dodatkowym zawodnikiem naszej drużyny. Biało-czerwoni fani głośno wspierali siatkarzy przez cały czas, a złoty set cała hala oglądała już na stojąco. Po zdobyciu ostatniego punktu wybuchła wrzawa, jaką miejmy nadzieję jeszcze nieraz usłyszymy w tym sezonie na Podpromiu.

W półfinale Resovię czekają dwa pojedynki z drużyną ACH Volley Lublana. Zespół ze Słowenii wydaje się jak najbardziej w zasięgu „Pasów”. Początek walki o finał Pucharu CEV już w połowie marca.

(27:02:2012 21:41:27)
wejdź

O meczu, który się nie skończył…

Podczas częstych i...

Przed spotkaniem z ZAKSĄ mówiono i pisano głównie o tym, że rywale przyjadą do Rzeszowa w mocno zdekompletowanym składzie i Resovia nie powinna mieć większych problemów z pokonaniem ich. W drużynie z Kędzierzyna-Koźla w dalszym ciągu brakowało środkowych. Z graczy występujących na tej pozycji Krzysztof Stelmach miał do dyspozycji jedynie Wojciecha Kaźmierczaka, którego od jakiegoś czas na środku siatki wspiera…atakujący Dominik Witczak. Dodatkowo na trzy dni przed meczem kędzierzynianie stracili Pawła Zagumnego i pierwszym rozgrywającym był dobrze znany w Rzeszowie Grzegorz Pilarz.

 

Okazało się, że – jak to często bywa – problemy podziałały mobilizująco. Przyjezdni wstrzelili się zagrywką i postawili na ofiarną grę w obronie (wśród ofiar był Piotr Gacek, który po „przyjęciu” twarzą piłki po ataku Gyorgy’a Grozera bardzo wyraźnie się zaróżowił). Efekt – wygrana ZAKSY w pierwszym secie 27:25. Zespół z Kędzierzyna-Koźla walczył także w kolejnych partiach, ale wtedy zaczęły dawać o sobie znać braki kadrowe, a Resovia złapała wiatr w żagle. Drużyna Andrzeja Kowala grała coraz pewniej i punktowała rywali. Spotkanie zakończyło się wygraną 3:1 dla gospodarzy, choć później okazało się, że wciąż powinno ono trwać.

 

Osobami, które bez wątpienia skupiły na sobie uwagę tego dnia byli arbitrzy. Panowie mieli spore problemy z odnalezieniem się w sytuacji na boisku. Nie zabrakło zamieszania przy wideoweryfikacji. Tyle, że to przytrafiało się już wcześniej podczas innych spotkań. Potem doszły kłopoty ze wskazaniem właściwego ustawienia ZAKSY (w tym czasie zawodnicy stworzyli już na boisku grupę dyskusyjną), a kulminacja złości i jednocześnie rozbawienia całą sytuacją nastąpiła pod koniec meczu. W czwartym secie gospodarze prowadzili już 24:14 i wtedy…sędziowie zakończyli spotkanie! Najpierw konsternacja wśród statystyków obu drużyn, potem uwagi kapitanów obu zespołów. Prowadzący mecz szli jednak w zaparte i wręczyli nagrodę MVP Grozerowi. Po jakimś czasie arbitrzy dostrzegli swój błąd i chcieli, aby siatkarze wrócili na boisko i dokończyli mecz. Gospodarze zaczęli się ponownie rozgrzewać, ale na takie rozwiązanie nie zgodziła się ZAKSA, która argumentowała, że część jej zawodników jest już na kontroli antydopingowej, a reszta pod prysznicem.

 

Tuż po zakończeniu całej farsy rozważane były dwa wyjścia: dogranie meczu – co ze względów logistycznych wydawało się niezbyt realne – lub walkower dla Resovii. Kilka dni później władze PlusLigi wybrały…trzecią opcję. Utrzymano wynik zanotowany przez sędziów, a ich samych zawieszono.

 

To spotkanie bez wątpienia było wyjątkowe. Zawodnicy i trenerzy zgodnie podkreślali, że w takim kabarecie nigdy wcześniej udziału nie brali…

(14:02:2012 10:37:45)
wejdź

Syndrom bełchatowski...

Świetna gra Gyorgy'a...

Jeszcze w październiku kibice Resovii cieszyli się ze zwycięstwa nad Skrą Bełchatów. Okazało się jednak, że - podobnie jak w poprzednim sezonie - rzeszowianie wygrywają mecz otwarcia, a potem niestety górą są już ich rywale.

 

Półfinał Pucharu Polski między tymi drużynami, który rozegrany został na Podpromiu, mógł się podobać. Zobaczyć można było mnóstwo efektownych wymian i niesamowitą grę Gyorgy'a Grozera. Niewielkie to jednak pocieszenie dla siatkarzy i sympatyków Pasów, bowiem gospodarze przegrali 1:3. Widać było, że rzeszowscy zawodnicy byli bardzo zdeterminowani, ale kilkakrotnie zdarzyło się, że nie miał kto podbić w obronie piłek, które wyglądały na dość proste…

 

Było więc nad czym pracować przed kolejnym meczem z bełchatowianami, który odbył się już tydzień później w ramach 12.kolejki PlusLigi. Tym razem było niestety było jeszcze gorzej (0:3). Resovia nie radziła sobie z przyjęciem zagrywki Skry (w polu serwisowym brylowali m.in. Miguel Angel Falasca, otrzymujący do tej pory niewiele szans na występy Wytze Kooistra oraz tradycyjnie Mariusz Wlazły). W szeregach rzeszowian spustoszenie swoimi atakami siał Bartosz Kurek. Rzeszowianie podjęli walkę w drugiej partii i wydawało się, że nawiążą wyrównaną walkę z przeciwnikami. Drużyna Andrzeja Kowala prowadziła już 22:16, by przegrać kolejnych akcji i przegrać tego seta na przewagi…

 

Pozostaje mieć nadzieję, że taka niemoc dotknęła „Pasy” tylko w meczach z zespołem Jacka Nawrockiego. Kolejna okazja do rewanżu na Skrze może się trafić rzeszowianom w play-offach. Oby wówczas udało się zachować zimną głowę.

(31:01:2012 23:47:55)
wejdź

Szybkie zwycięstwo, a w przerwach taniec

Maciej Dobrowolski...
Tancerze dbali, aby...
Gwiazda pomeczowego...

O samym meczu z Fartem Kielce nie ma co się rozpisywać – wygrana 3:0 i dopisane kolejne trzy punkty. Większych emocji dostarczył jedynie drugi set, który zakończył się grą na przewagi 29:27. Atutem rzeszowian była m.in. zagrywka – asami serwisowymi popisali się: bardzo skuteczny w tym elemencie od dłuższego czasu Wojciech Grzyb, Gyorgy Grozer, Olieg Achrem, Piotr Nowakowski i Marko Bojić. Ten ostatni w drugiej partii popisał się też umiejętnościami piłkarskimi. Dodatkowe znaczenie to spotkanie miało dla Macieja Dobrowolskiego, który poprzedni sezon spędził właśnie w Kielcach, a teraz przez całe spotkanie prowadził grę Resovii.

 

Kilka uwag można poczynić względem tego, co działo się w trakcie meczu i po jego zakończeniu. Były już latające po hali samoloty, teraz przyszedł czas na trochę tańca. W przerwach między setami publiczność mogła oglądać pokazy breakdance. Po pierwszym secie zaprezentowali się kilkunastoletni miłośnicy tego stylu, a po drugim ich młodsi koledzy i koleżanka. O tym, że występy były interesujące, świadczyć mogą nie tylko gromkie brawa, ale i zainteresowanie siatkarzy. Nieraz zawodnicy – zarówno ci rezerwowi, jak i ci z wyjściowego składu, którzy przygotowywali się do dalszej gry – zerkali z ciekawością na popisy młodych tancerzy.

 

Pomeczową gwiazdą okazała się natomiast – nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni – Loreen Grozer. Młodsza córeczka atakującego Resovii pewnie wkroczyła w grupę rozciągających się dwumetrowych siatkarzy i widać było, że bardzo dobrze czuje się w takim towarzystwie.

(16:01:2012 23:17:39)
wejdź

Olsztyńska seria

Asseco Resovia -...

Fani pojedynków siatkarskich na linii Rzeszów – Olsztyn mieli w ostatnim czasie powody do zadowolenia. Drużyny z tych miast zagrały ze sobą bowiem trzy mecze z rzędu w przeciągu niespełna dwóch tygodni – spotkanie ligowe w Olsztynie oraz ćwierćfinałowe pojedynki w Nidzicy i Rzeszowie.

 

Najbardziej jednostronny był pierwszy mecz, który odbył się jeszcze w 2011 roku (29 grudnia). Rzeszowianie wypunktowali rywali bezlitośnie 3:0 (25:19, 25:15, 25:15). Trudno było przewidzieć taki rezultat, biorąc pod uwagę, że to drużyna Indykpolu pokonała niedawno lidera tabeli ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle, a dodatkowo trener Andrzej Kowal miał do dyspozycji jedynie dwóch przyjmujących – Mateusz Mika zachorował i został w hotelu, a Marko Bojić miał problemy ze wstawaniem i spóźnił się na samolot. Co więcej grający Paul Lotman także był chory, ale zdecydował się zagrać, aby uniknąć „przestawiania” na przyjęcie atakującego. Olsztynianie sami ułatwiali w tym meczu przeciwnikom życie, popełniając mnóstwo niewymuszonych błędów. Bartosz Krzysiek twierdził, że jego drużynie zaszkodziła…przerwa świąteczna. Nie pomógł jej też indyk (dla wyjaśnienia wątpliwości – maskotka drużyny, a nie żywy egzemplarz zwierzęcy) tańczący w przerwach na parkiecie do muzyki Michaela Jacksona.

 

Olsztynianie wyciągnęli wnioski z grudniowego lania i spotkania rozgrywane już w 2012 roku w ramach Pucharu Polski były dużo bardziej zacięte. W meczu rozgrywanym w Nidzicy zabrakło ukaranego przez klub Bojica. Pełniący funkcję gospodarza olsztynianie wygrali pierwszego seta, ale później lepsi byli już goście i całe spotkanie zakończyło się wynikiem 3:1 dla rzeszowian. Taki sam rezultat miał rewanżowy mecz rozgrywany kilka dni później w hali Podpromie. Trener Resovii dał szansę na dłuższy występ Adrianowi Gontariu. Za gwiazdę tego pojedynku można jednak uznać Wojciecha Grzyba, który – poza umiejętnościami siatkarskimi – wykazał się także…talentem piłkarskim. Środkowy z Rzeszowa w jednej z akcji przyjął zagrywkę Łukasza Kadziewicza nogą – brawo za wszechstronność!

 

Tak więc w opisywanych pojedynkach Rzeszów – Olsztyn 3:0. Oby był to dobry prognostyk przed turniejem finałowym Pucharu Polski. Kibice rzeszowskiej drużyny powinni licznie wesprzeć na trybunach swój zespół, bowiem zawody rozegrane zostaną w dniach 21-22 stycznia właśnie w stolicy Podkarpacia.

(09:01:2012 23:15:41)
wejdź

Archiwum

2012 : Kwiecień : Marzec : Luty : Styczeń

2011 : Grudzień : Listopad : Październik

 

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego

                          „Fundusze Europejskie - dla rozwoju innowacyjnej gospodarki”

 

Dzięki współpracy z firmą Why Not USA Sp.j., która jest Akredytowanym Agentem IATA, możemy zapewnić Państwu gwarancję usługi na najwyższym poziomie. Oferujemy sprzedaż biletów lotniczych, rezerwacje hoteli oraz ubezpieczenia podróży.

 

Why Not Fly IATA

Sprzedaż biletów lotniczych:
 

Biuro Rzeszów
tel: +48 17 853 53 39
tel gsm: +48 724 010 003
e-mail:

 

 

Biuro Kraków
tel: +48 12 617 41 17
e-mail:

 

 

 

Biuro Lublin

tel.: +48 81 533 33 00
e-mail:

                 Zobacz więcej...